Menu

Erystyka na co dzień

Blog poświęcony różnorodnym technikom argumentacji i sposobom prowadzenia sporów

Pułkownik Mazguła, czyli bohater – opozycji czy "Wiadomości"?

krzysztof_wieczorek

Jedną z często stosowanych technik erystycznych jest podważanie wiarygodności osoby, której twierdzenia chcemy zwalczyć. Sposób ten, wielokrotnie w tym blogu opisywany, określany jest zwykle mianem „ad hominem” (dokładniej jest to odmiana tego chwytu nazywana „zatruwaniem studni”). Jeśli na przykład chcę, aby moi słuchacze uznali twierdzenia jakiegoś pana Adama za bzdurne, to zamiast wprost wykazywać ich fałszywość, często łatwiej mi będzie po prostu poinformować wszystkich, że ów Adam to kawał drania: pijak, awanturnik, bezbożnik, i co tam kto jeszcze chce. Jeśli moi słuchacze w to uwierzą, to słów Adama nie będą brać na poważnie – przecież komuś takiemu nie można wierzyć. Technika taka przydaje się oczywiście szczególnie w sytuacji, gdy Adam tak naprawdę mówi sensownie, a ja nie jestem w stanie jego twierdzeń podważyć w sposób merytoryczny.

Co jednak zrobić, gdy Adam tak naprawdę jest dość porządnym facetem, do którego trudno się przyczepić? A co, jeśli w dodatku wielu z moich słuchaczy go zna, a niektórzy nawet dość go lubią? Cóż, w takiej sytuacji zamiast atakować Adama wprost, mogę spróbować powiązać go z osobami, które wszystkim będą źle się kojarzyć. Mogę na przykład powiedzieć: „A wiecie, że kuzyn Adama, to siedział w więzieniu? A wiecie, z kim Adama wczoraj widziałem? – rozmawiał z tym Bogdanem, który to… sami wiecie, jaki on jest. Słyszałem też, jak ten paskudny Czesiek, znacie go wszyscy, wychwalał Adama pod niebiosa – fajnych ma ten Adam kolegów, nie ma co…”.

Jeśli o rodzinie i znajomych Adama powiem coś złego raz, to zapewne wiele osób puści to mimo uszu. Ale jeśli będę powtarzał to wielokrotnie, przy każdej możliwej okazji, to jest szansa, że przynajmniej niektórym słuchaczom w końcu wbije się to w pamięć i zaczną się w ich głowach rodzić coraz to mocniejsze podejrzenia co do Adama i w konsekwencji do tego, co on twierdzi. W końcu nie od dziś wiadomo, że kluczem do sukcesu w perswazji jest wielokrotne powtarzanie tego samego komunikatu. Od dawna wiedzieli o tym propagandziści; obecnie potwierdzają to psychologowie i specjaliści od reklamy.

Przykład zastosowania opisanej wyżej techniki, polegającej na pośrednim podważaniu czyjejś wiarygodności i ciągłym powtarzaniu tego samego aż do znudzenia, zauważyłem ostatnio…, pewnie wiele osób już się domyśla gdzie - oczywiście w „Wiadomościach” TVP.

Jak wiadomo, „Wiadomości” nie lubią obecnej opozycji (w szczególności KOD-u) i nie przepuszczają żadnej okazji, aby jej w jakiś sposób dołożyć. Jednym z często używanych do tego narzędzi jest sugerowanie, że opozycja to „komuniści i złodzieje”, a ostatnio - „ubecy”. Taka narracja była jednak trochę kłopotliwa w okolicach rocznicy ogłoszenia stanu wojennego 13 XII. Nietrudno bowiem zauważyć, że w szeregach obecnej opozycji można znaleźć dużo osób, które w czasie stanu wojennego były po właściwej stronie i mają z tych czasów zasługi, o których wielu prominentnych członków rządzącej partii może tylko pomarzyć. Na szczęście dla „Wiadomości” trafił się, dotąd szerzej nieznany, pułkownik rezerwy A. Mazguła. Człowiek ten zrobił dwie rzeczy: podpisał się pod przygotowanym przez opozycję apelem skierowanym przeciw działaniom obecnego rządu, a jednocześnie, mniej więcej w tym samym czasie na wiecu przeciw ustawie „dezubekizacyjnej” mówił, że w czasie stanu wojennego podczas aresztowań „dochowano kultury”, a na ulicach nie dochodziło do prześladowania opozycji. Wypowiedź A. Mazguły uważam za przynajmniej głupią i nie zamierzam jej bronić. Jednocześnie nie sądzę jednak, aby zasługiwała ona na aż taką uwagę, jaką poświęciły jej w ostatnim czasie „Wiadomości”. Filmik z A. Mazgułą gościł bowiem w głównym wydaniu tego programu o 19.30 kolejno 4 XII, 5 XII, 6 XII (dwa razy!) i 7 XII. Za każdym razem oczywiście podkreślano, że pułkownik Mazguła stoi w jednym szeregu z KOD, PO i Nowoczesną. Gdy zbitka pojęć „Mazguła (a raczej jego wypowiedź o stanie wojennym) – obecna opozycja” już się u widzów „Wiadomości” utrwaliła, można było trochę odpuścić, ale dla przypomnienia warto było jednak po pewnym czasie ją powtórzyć – „Wiadomości” zrobiły to 16 XII i 27 XII.* (Jak ktoś nie wierzy, zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku.)

 

To, co zrobiły „Wiadomości”, jest niewątpliwie zgodne z zasadami ułatwiającymi zapamiętywanie – gdy się czegoś uczymy, to początkowo powtórki materiału powinny następować krótko po sobie, a gdy wiedza już się nam w głowie trochę osadzi, należy ją odświeżać w nieco większych odstępach ;)

Czy tak częste powtarzanie, w głównym wydaniu programu poświęconego teoretycznie najważniejszym wydarzeniom danego dnia, jednej głupiej wypowiedzi wygłoszonej jakiś czas temu przez raczej niszową postać, ma sens? Czy redaktorom „Wiadomości” nie szkoda cennego czasu, który mogliby wykorzystać na inne bieżące informacje? Wydaje mi się - posłużę się tu poetyką stosowaną przez niektórych polityków - że „Wiadomości” robią to nieprzypadkowo. Skoro tak robią, to robią to po coś ;)

 

*Nie wykluczam, że filmik z A. Mazgułą gościł w „Wiadomościach” jeszcze w innych dniach. Nie zawsze bowiem miałem czas i siły, aby codziennie obejrzeć całe wydanie programu. Na pewno jednak jeszcze parokrotnie w tym czasie Mazguła pojawiał się w „Wiadomościach” w krótkich migawkach lub był wspominany słownie przez prowadzącego lub reportera. Ostatnio dziś, 28 XII 2016.

Edit: Po raz kolejny filmik z A. Mazgułą zagościł w Wiadomościach 4 I 2017. Tak więc w ciągu równo jednego miesiąca widzowie "Wiadomości" mogli go zobaczył przynajmniej osiem razy.

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • Gość: [spowdz] *.internetdsl.tpnet.pl

    Widać to doskonale na przykładzie tabloidów. Ostatni hit: wnuk Wałęsy i dalej masa artykułów. No i ludzie często oceniają później Wałęsę "a bo on ma wnuka który cośtam zrobił" ;)

  • Gość: [argumentator] *.ists.pl

    Jak zwykle ciekawy wpis. Fajnie, że nagrał Pan materiał i podparł nim tekst. Można się kłócić czy to faktycznie jest ad hominem, można się kłócić czy ta wypowiedź jest faktycznie tak znacząca by ją nagłaśniać, tak samo można się kłócić czy rząd stosuje ad komuchum, ale na pewno nie pozostawia wątpliwości fakt, że powtarzanie w kółko tej samej tezy jest bezczelną propagandą, którą można określić słowami: "Wreszcie coś mamy więc będziemy to eksploatować do znudzenia"...

    Słyszałem dzisiaj rozmowę w radiu RMF FM i zwróciłem uwagę na jej fragment (stenogram pobrany ze strony radia)

    "[Beata Mazurek, PiS] Jeżeli my teraz rozmawiamy, a pan nie podpisał listy obecności, to czy rzeczywiście można powiedzieć, że pan nie jest w pracy?

    [Redaktor] Pani poseł, ja nie podpisuję listy obecności w pracy i nie wiem, do czego to ma zmierzać.

    [Beata Mazurek, PiS] To ma zmierzać do całokształtu sytuacji, że kwestionują to, że nie było kworum, że nie byliśmy podpisani na liście. Wielokrotnie zdarza się sytuacja taka, że posłowie nie są podpisani na liście obecności, a biorą udział w głosowaniu - i do tej pory, przez tyle lat, ile jestem w parlamencie, nikt tego nie kwestionował."

    Interesuje mnie argument:
    P1: Naszych posłów nie było na listach obecności jednak byli obecni na sali
    P2: To norma, że posłowie nie wpisują się na listy i uczestniczą w obradach
    K: Zatem, nic się nie stało

    Czy są jakieś ogólne kryteria pozwalające w miarę obiektywnie odróżnić argumenty typu "Two wrongs makes a right " lub serii ad hominem "Ty też" od merytorycznego i właściwego zwrócenia uwagi, że faktycznie dana sytuacja lub jak kto woli "proceder" nie stanowi anomalii?

    Pozdrawiam ;)

  • krzysztof_wieczorek

    Ciekawy problem i przykład. Zaczynając od ogólnej odpowiedzi na pytanie wg mnie nie ma takiego kryterium. Podobnie jak w przypadku wielu innych problemów związanych z "żywymi" argumentami, ich rozwiązania zawsze będą mniej lub bardziej subiektywne, a także możliwe do zakwestionowania. Jakość argumentów może się zmieniać w sposób ciągły - od argumentu świetnego do beznadziejnego. Ustalenie jakiejś granicy oddzielającej argumenty dobre od złych jest raczej niemożliwe. Podobnie jak wyznaczenie jakiegoś jednego kryterium. Zbyt wiele zależy od kontekstu, w jakim argument się pojawia. W jednej sytuacji jakiś argument można uznać za dobry, a w innej, bardzo podobny argument - za słaby. A różnych sytuacji, w jakich argument mógłby być użyty, jest bez liku i nie sposób ich wszystkich przewidzieć.
    Teraz co do tego szczególnego przykładu, który Pan podał. Ja ten argument B. Mazurek uznałbym za dobry. Choć z zastrzeżeniem, że to też zależy od faktów, których nie znam myślę tu o przepisach regulujących pracę Sejmu. Jeśli nie ma jednoznacznych przepisów, że poseł, aby głosować, musi wcześniej podpisać listę obecności pod rygorem nieważności głosowania, to fakt, że takie przypadki zdarzały się nagminnie w przeszłości, jest dobrą przesłanką na rzecz konkluzji, że nie ma co robić z tego problemu w tej konkretnej sytuacji. W takim bowiem przypadku uznałbym, że to obyczaje posłów stworzyły pewne niepisane normy, i skoro nikt ich wcześniej nie kwestionował, to i tym razem należałoby postąpić podobnie. Trochę gorzej jednak byłoby, gdyby istniały jakieś twarde przepisy mówiące, że poseł, aby jego głosowanie było ważne, musi wcześniej podpisać listę obecności. Wtedy argument pani Mazurek byłby faktycznie przykładem słabego "two wrongs". To byłoby trochę tak (choć nie jest to idealna analogia), jakby złapany za przekroczenie szybkości kierowca tłumaczył się, że przecież wszyscy inni kierowcy często jeżdżą za szybko i nikt ich za to nie karze, a więc dlaczego akurat on teraz miałby za to zapłacić mandat.

    PS. A filmik z wypowiedzią A. Mazguły zagościł dziś po raz kolejny w "Wiadomościach". Teraz jednak głównym newsem "Wiadomości" jest zdjęcie R. Petru i posłanki Schmidt w samolocie do Portugalii. W ciągu trzech dni pojawiło się już pięć razy.

© Erystyka na co dzień
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci