Menu

Erystyka na co dzień

Blog poświęcony różnorodnym technikom argumentacji i sposobom prowadzenia sporów

Czy dziennikarz może być obiektywny, czyli trochę teoretycznych rozważań na zawsze aktualny temat

krzysztof_wieczorek

Bardzo często ludzie uważają, że dziennikarze manipulują swoimi odbiorcami. Zamiast informować, bezstronnie relacjonować to, co dzieje się na świecie, zniekształcają i zafałszowują rzeczywistość, próbują nam wciskać, że czarne jest białe, a białe jest czarne, licząc, że „ciemny lud to kupi”. Oczywiście, nie wszyscy dziennikarze – ci, z którymi się zgadzamy, tego nie robią. Ale ci z „drugiej strony” – szkoda gadać… Ich wypocin słuchać czy też czytać po prostu się nie da.

Wcielając się trochę w rolę adwokata diabła, spróbuję dziś jednak trochę dziennikarzy pobronić. Czy dziennikarz może być bowiem całkiem obiektywny? Czy jest możliwy bezstronny przekaz informacji?

Proponuję na początek mały eksperyment myślowy. Zapewne większość z nas w latach szkolnych jeździła na szkolne wycieczki. Spróbujmy sobie przypomnieć jedną z nich. Wyobraźmy sobie dodatkowo, że wszystko, co do sekundy, co się na tej wycieczce dzieje, rejestruje kamera. Po powrocie mamy dostęp do nagranego materiału i próbujemy stworzyć film pokazujący, jak wycieczka wyglądała, co się na niej działo. Oczywiście, musimy wybrać tylko niewielkie fragmenty z wielogodzinnych nagrań. Film ma przecież ograniczoną długość – nie może trwać tyle samo, co wycieczka. Co zatem wybierzemy? To zależy, dla kogo film robimy. Jeśli chcemy go przedstawić dyrekcji szkoły, licząc na to, że sfinansuje nam ona kolejną wycieczkę, wybierzemy co innego, niż w sytuacji, gdy robimy film pokazujący kolegom z innej klasy, jak to świetnie się bawiliśmy. Zapewne nie będziemy mieli trudności ze zrobieniem filmu, na którym z poważnymi minami zwiedzamy muzeum, grzecznie słuchamy pogadanki nauczyciela itp. Ale równie łatwo przyjdzie nam zrobienie filmu ze scenami z nocnej imprezy, pokazującego na przykład jak to Zenek zasnął obejmując sedes, jak Wacek toczył pojedynek bokserski z jakimś miejscowym kolesiem, czy też to, co działo się podczas odwiedzin w pokoju koleżanek. Zauważmy, że oba takie filmy będą całkowicie prawdziwe. Nic do nich nie dodaliśmy – po prostu wybraliśmy do nich inne wydarzenia z tych, które faktycznie się wydarzyły. Oba pokazują to, co faktycznie działo się na wycieczce.

A teraz wcielmy się w rolę dziennikarza relacjonującego jakieś ważne wydarzenie polityczne. Wydarzenie trwa wiele godzin, a dziennikarz musi zrobić z niego kilkuminutowy materiał do telewizyjnego czy też radiowego serwisu lub napisać artykuł limitowany ilością znaków. W takiej sytuacji nie jest oczywiście w stanie przedstawić wszystkiego. Coś musi wybrać. Jeden wybierze to, drugi coś zupełnie innego. Jeden pokaże płomienny fragment przemówienia jakiegoś polityka i bijących mu brawo, wpatrzonych w niego zwolenników, a inny jakiś nudny fragment tego samego przemówienia, puste krzesła w dalszych rzędach sali i przysypiającego słuchacza o „zmęczonym” wyglądzie. Obaj dziennikarze przedstawią w stu procentach prawdziwe sceny, a jednak odbiorca materiału pierwszego z nich „zobaczy” relacjonowane wydarzenie całkiem inaczej niż drugi. Czy któryś z dziennikarzy zafałszowuje rzeczywistość, „manipuluje” odbiorcami? Pewnie w jakimś stopniu każdy z nich. Ale czy można inaczej? Czy można tego nie robić?

Skoro trzeba z wielogodzinnego wydarzenia zrobić kilkuminutową relację, to dokonanie jakiegoś wyboru jest nieuniknione. Wiele osób zapewne teraz powie: „No tak, faktycznie trzeba coś wybrać, ale należy to zrobić obiektywnie. Wybrać to, co jest faktycznie ważne.” Pełna zgoda. Sęk jednak w tym, że dla różnych osób (zarówno dla relacjonujących wydarzenie dziennikarzy, jak i ich odbiorców) ważne mogą być zupełnie odmienne rzeczy. Jakkolwiek by się biedny dziennikarz nie starał, to zawsze ktoś mający inny od niego światopogląd stwierdzi, że wybrał on do swojej relacji rzeczy mało istotne, a pominął coś ważnego. Bo dla niego ważne jest coś całkiem innego.

Twierdzę więc, że pełny obiektywizm jest w pracy dziennikarza niemożliwy. Nie da się całkowicie bezstronnie przekazywać w pełni prawdziwych informacji. Każdy przekaz w jakimś stopniu zniekształca rzeczywistość. Każdy dziennikarz wykonując swoją pracę, chcąc nie chcąc, „manipuluje”.

Jak sobie radzić w takiej sytuacji? Mogę powiedzieć, co ja robię. Na swój prywatny użytek dzielę sobie dziennikarzy na kilka grup.

Do pierwszej zaliczam tych, którzy zdają sobie sprawę (albo tak mi się przynajmniej wydaje) z tego, o czym tu pisałem – a także z paru innych podobnych spraw - i starają się możliwie najbardziej zminimalizować negatywne skutki tych zjawisk. Próbują pokazywać rzeczy w wielu wymiarach, nie skupiają się na jakimś jednym, wygodnym dla nich aspekcie sprawy, którą się zajmują; wiedzą, że ich prywatne poglądy mają wpływ na widzenie, a co za tym idzie również przedstawianie, przez nich świata, i biorą na to poprawkę tworząc program telewizyjny, czy też pisząc artykuł.

Druga grupa to ci dziennikarze, którzy szczerze wierzą, że posiedli prawdę i bez żadnych zniekształceń przekazują ją światu. Są przekonani, że ci, którzy się z nimi nie zgadzają, błądzą i trzeba ich nawrócić na właściwą drogę. Nie zauważają jednak, że tworząc swoje materiały często mocno fałszują rzeczywistość; przedstawiają ją tak, aby zgadzała się z ich wizją świata. Skupiają się na tym, co potwierdza ich światopogląd, nie zauważając tego, co jest z nim sprzeczne.

Do trzeciej grupy zaliczam dziennikarzy, którzy dobrze zdają sobie sprawę, że bezstronne informowanie nie jest możliwe, jednak zamiast próbować możliwie najbardziej zbliżyć się do ideału obiektywizmu (czyli robić to, co ci z grupy pierwszej), z pełną premedytacją wykorzystują mechanizmy pozwalające fałszować rzeczywistość podczas przekazu informacji. Jedni robią to pewnie z poczucia misji, inni z bardziej przyziemnych motywacji.

Tworzone przez dziennikarzy z tych grup materiały oglądam/czytam/słucham w różnych celach. Po artykuły/programy tych z grupy pierwszej staram się sięgać wtedy, gdy chcę się czegoś dowiedzieć o świecie. Ku tym z grupy drugiej zwracam się, gdy próbuję zrozumieć, co myślą ci, z którymi się diametralnie nie zgadzam, lub wtedy, gdy chcę podbudować swoje ego napawając się tym, że tacy mądrzy ludzie myślą zupełnie tak samo jak ja. Dziennikarzy z grupy trzeciej najchętniej bym ignorował, jednak to, co robią, interesuje mnie z powodów zawodowych. Sięgam więc po ich „dzieła”, aby poszerzyć swoją wiedzę na temat manipulacji, a także aby zdobywać autentyczne przykłady różnych nieuczciwych chwytów erystycznych czy też technik wywierania wpływu. Czasem podnosi mi to ciśnienie i sprawia, że używam głośno słów uważanych za niecenzuralne, ale coż… - czego to się nie robi dla dobra nauki.

© Erystyka na co dzień
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci